Platforma wiedzy


Rozmowa z Liborem Winklerem, partnerem zarządzającym grupą RSJ

Jak rozpoczęła się Pana przygoda z biznesem?

Rozpocząłem działalność gospodarczą w wieku około 30 lat. Do tego czasu pracowałem jako naukowiec i zajmowałem się obiegiem wody w przyrodzie. W świat wielkiego biznesu wszedłem dopiero w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy wraz z kolegami założyliśmy firmę RSJ, przy czym firma zaczęła generować znaczne zyski dopiero po 2010 roku. Model biznesowy był wtedy bardzo ryzykowny i kilka razy o mało nie zbankrutowaliśmy. Mimo osiągniętego sukcesu w biznesie, moje życie osobiste niewiele się zmieniło. Nadal mieszkamy w rodzinnym domu na obrzeżach Pragi i do pracy jeżdżę tramwajem. Nie mam samochodu, a zresztą nawet prawa jazdy.

Jakimi głównymi zasadami kieruje się Pan w biznesie?

Kładę duży nacisk na to, aby projekt miał sens nie tylko pod względem opłacalności finansowej, ale także z perspektywy jakiegoś wyższego celu. Projekty nie powinny być jedynie „maszynami do zarabiania pieniędzy”, ale muszą mnie przyciągać także pod względem etycznym czy technicznym. Wciąż w głębi duszy jestem naukowcem. Interesują mnie techniczne rozwiązania oraz wpływ projektów na otoczenie. Jednocześnie chcę, aby cały projekt był realny i aby nad nim czuwali ludzie z doświadczeniem, posiadający na swoim koncie zrealizowane projekty i konkretne wyniki.

Nasi partnerzy muszą być gotowi ponieść ryzyko niepowodzenia, a dziedzina biznesu, którą się zajmują, powinna być im znana i bliska. Dlatego na przykład doceniam Ondreja Vojtěcha (wiceprezes zarządu CEDR Energo), który przeniósł się do Polski z powodu realizowanych tam projektów i od kilku lat uczy się języka polskiego. Twierdzi, że całkiem dobrze mu to idzie. Z kolei Sławomir Madejski (prezes zarządu CEDR Energo) to doświadczony specjalista w zakresie ciepłownictwa – przez kilka lat kierował miejską Elektrociepłownią Tychy.

Jest Pan jednym z wiodących czeskich mecenasów, od dłuższego czasu wspierając finansowo projekty kulturalne i naukowe. Kiedy wybuchła wojna na Ukrainie, natychmiast wysłał Pan kilka milionów koron czeskich na zakup broni dla Ukraińców, a RSJ przekazała około 25 milionów koron na pomoc humanitarną. Dlaczego robi Pan to wszystko?

Nigdy nie byłem typem człowieka, który cieszy się posiadaniem pieniędzy tylko dla samego posiadania i trwoni je na zbytki. Dla mnie pieniądze nabierają sensu dopiero wtedy, gdy mogę je zmaterializować w formie systemowej pomocy innym ludziom lub rozwoju istotnych obszarów naszego społeczeństwa, w tym kultury i nauki. Można by powiedzieć, że traktuję pieniądze tak samo, jak wtedy, gdy nie miałem ich tak wiele. Już wtedy starałem się je pomnażać i inwestować w to, co miało dla mnie sens. Teraz mam ich po prostu trochę więcej. Pracuję nad rozwijaniem długoterminowej i systemowej filantropii, zarówno poprzez moją prywatną działalność, jak i poprzez społeczną odpowiedzialność RSJ. Nasza uwaga skupia się na obszarach, które są mi i moim współpracownikom bardzo bliskie.

Jeśli chodzi o Ukrainę, oprócz pomocy dla uchodźców (zarówno bezpośrednio na Ukrainie, jak i tym, którzy uciekli do UE), ważne jest również, aby Ukraińcy mogli się obronić. A do tego potrzebują przede wszystkim broni, a więc pieniędzy na jej zakup. Tylko ukraińskie zwycięstwo zapewni długoterminowy pokój. Cieszę się, że wiele rządów, w tym polski i czeski, szybko to zrozumiało.

Czym zajmuje się RSJ?

Część naszej firmy nadal skupia się na handlu papierami wartościowymi na światowych giełdach instrumentów pochodnych. Kiedy udało nam się zdobyć w ten sposób wystarczające środki, jako firma rozszerzyliśmy naszą działalność na inne obszary, takie jak inwestycje.

Ponad dwadzieścia lat temu utworzyliśmy pierwszy fundusz inwestycyjny, którego celem było zarządzanie i inwestowanie dużej części środków, które zarobiliśmy jako akcjonariusze RSJ. W ramach modelu Friends & Family oferujemy inwestycje w szerokie spektrum projektów. Jako część grupy inwestycyjnej RSJ w obszarze nieruchomości koncentrujemy się na bardziej konserwatywnych inwestycjach w zakresie budowy budynków mieszkalnych i biurowych oraz nabywaniu dochodowych nieruchomości, zarówno w Czechach, jak i na Słowacji. Jednocześnie w ostatnich latach skupiamy się na segmencie budowy obiektów logistycznych i przemysłowych.

Nie boimy się angażować w inwestycje o wysokim ryzyku, takie jak projekty we wczesnych fazach badań w dziedzinie nauk biologicznych czy wejścia na nowe rynki. W 2014 roku założyliśmy Fundację RSJ, poprzez którą wspieramy różne programy edukacyjne i badawcze w Czechach.

Czasami wśród odnoszących sukcesy przedsiębiorców występuje tendencja do lokowania pieniędzy, które zarobili w swoim kraju, za granicę, np. poprzez zakup nieruchomości na Cyprze czy w Karaibach. My robimy dokładnie odwrotnie, inwestując pieniądze zarobione na globalnych giełdach w naszym regionie. W ostatnich latach nasza uwaga skierowana jest poza granice Czech – na przykład w Polsce i na Ukrainie uruchamiamy ciepłownie spalające biomasę, zrębki drzewne lub słomę. Na Ukrainie zaczynamy także zakładać plantacje ekologicznie przyjaznych, szybko rosnących topól.

Skąd wziął się pomysł inwestowania w Polsce w kotły na biomasę?

Zwykle decyduje o tym splot różnych zbiegów okoliczności, chęci spróbowania czegoś nowego i sympatii do danego kraju – w przypadku Polski z uwagi na mojego dobrego znajomego, Piotra Kaźmierczaka z Krakowa i jego żony Ani, z którymi spędziliśmy dziesięć Świąt Bożego Narodzenia na Słowacji. Później przejechaliśmy także rowerem dużą część Polski – od ukraińskich Karpat, przez Puszczę Białowieską, aż po Gdynię.

To, że skupimy się na kotłach na biomasę, wynika z naszego czeskiego doświadczenia i know-how, a także z tego, że widzimy w tym obszarze duży potencjał. Polska jest stosunkowo zalesiona i jest tu sporo miejsca na uprawę roślin energetycznych. Nie ma sensu palić tu węgla, sprowadzanego wcześniej z Rosji, ani rosyjskiego gazu. Mieszkańcy Sejn na własne oczy przekonali się, jakie korzyści daje spalanie zrębków drzewnych w nowoczesnych kotłowniach. Ceny są niższe i stabilniejsze, powietrze czystsze, a paliwo nie pochodzi z agresywnego i wrogiego kraju, a jedynie ze źródeł polskich lub litewskich.

Skoro mowa o Rosji – jak wojna zmieniła działalność spółki na Ukrainie i co teraz myślisz o wojnie?

Zaraz po inwazji byliśmy oczywiście w szoku i biznes na jakiś czas stanął. Skupiliśmy się jako firma i jako jednostki na pomocy ukraińskim uchodźcom i ukraińskiemu wojsku. W Czechach wsparcie ze strony państwa i osób prywatnych było na ogół bardzo wysokie, podobnie jak w Polsce. Ciekawym doświadczeniem było móc zobaczyć, jak dużo kraje takie jak Polska, Czechy, Słowacja i kraje bałtyckie, zaczęły mówić o „wielkiej polityce”. Jednak miesiąc po wojnie koledzy ponownie pojechali na Ukrainę, aby ratować naszą szkółkę topoli energetycznych – zamiast na wschodzie kraju, częściowo zasadziliśmy drzewa na Zakarpaciu. W końcu wszystko się udało i dzięki naszym wspaniałym kolegom zaczęliśmy nawet zdalnie sadzić w okupowanym Melitopolu. Wojna to rzeczywiście straszne nieszczęście i aż trudno uwierzyć w to, co się tam dzieje, ale staramy się znaleźć z wynikającej z niej lekcji naukę – przynajmniej świat wreszcie ma pełną świadomość, czym jest Rosja i że jakakolwiek zależność od niej jest bardzo niebezpieczna. Polska zawsze aktywnie zwracała na to uwagę.

Jakie są dalsze plany na biznes w Polsce i ewentualnie Ukrainie?

Zdecydowanie chcemy na jakiś czas pozostać przy ciepłownictwie i budować sieć kotłów na biomasę (zrębki drzewne lub słomę). Równocześnie planujemy zakładać plantacje szybko rosnących drzew – na przykład na Ukrainie planujemy w najbliższych latach zasadzić nawet kilka tysięcy hektarów szybko rosnących topól. Oczywiście istnieje wiele ciekawych możliwości, jeśli chodzi o działalność w Polsce. Dlatego szkoda byłoby ją opuszczać, biorąc pod uwagę jej potencjał.


Twórz z nami nową przyszłość!

Bądź pionierem w swoim regionie.